FORGOT YOUR DETAILS?

Pies i koń

Rżenie galopującego konia, wiatr we włosach a obok pędzący nasz czterołapy przyjaciel – czy to jest także Twoje marzenie?

Wielu właścicieli koni posiada także psy i większość z nich uważa za naturalną rzecz, że zabiera swoje mniejsze czworonogi do stajni. Koń pojawi się także w życiu tych psiarzy, którzy lubią spędzać czas na świeżym powietrzu, wyjeżdżać do gospodarstwa agroturystycznego, wybrać się na spacer do lasu. Nadal koń jest używany w rolnictwie, co można spokojnie sprawdzić wyjeżdżając jakieś 20 km poza miasto. Po prostu jedno i drugie stworzenie towarzyszy człowiekowi od wielu, wielu lat.

Jak sprawić, żeby nasz pies nie bał się konia, żeby spokojnie się przy nim zachowywał? Jeśli jesteś właścicielem konia, to pewnie marzy ci się wspólna wyprawa ze swoimi czworonogami do lasu. Wszystko da się załatwić, ale potrzebujemy trochę czasu i cierpliwości.

Przede wszystkim pamiętajmy o bezpieczeństwie. Zderzenie psa, choćby dużego, z koniem może się zakończyć tragicznie dla tego pierwszego. Do przyzwyczajania psa konieczny jest spokojny koń, akceptujący psy, choć pamiętajmy, że żadnemu kopytniakowi nie spodoba się pies szczekający, podskakujący do ogona lub co gorsze gryzący go po nogach.

Pierwsze zapoznania przeprowadzamy z większej odległości. Po prostu zabieramy naszego szczeniaka lub dorosłego psa na spacer na smyczy w okolice padoków (ogrodzone tereny wypasu koni). Bierzemy smaczki, żeby nagrodzić za spokojne zachowanie. Naszym głównym celem jest sprawienie, żeby pies uznał ten spacer za coś całkowicie normalnego. Jeśli nie widać oznak stresu (ziajania, nerwowego tuptania, ogona podkulonego, skulonych uszu), to znaczy, że wszystko jest na dobrej drodze. Jeśli widać – musimy zwiększyć odległość od koni. Na pierwszy raz wybierzmy takie kopytniaki, które sobie spokojnie chodzą i konsumują. Unikajmy galopującego stada, młodych koni, bo one zawsze mają dziwne pomysły w najmniej oczekiwanym momencie. Ah jedna istotna kwestia – konie są bardzo ciekawskie i z pewnością przyjdą do was, jeśli podejdziecie blisko ogrodzenia. Bądźcie na to przygotowani i w razie oznak niepokoju u psa, po prostu odejdźcie. Ten etap można i należy powtarzać kilkakrotnie, jeśli jest taka potrzeba. Nie zmuszajmy psa do kontaktu z koniem, nie przytrzymujmy go w bliskości konia, jeśli widzimy, że się boi. Pomyślmy, jak przerażający może być dla niego stwór, który jest dziesięciokrotnie większy od niego. Jeśli nasz pies zachowuje się spokojnie, kiedy jesteśmy przy samym ogrodzeniu, to znaczy, że możemy przejść do następnego etapu.

Generalnie odradzam wchodzenie z psem na smyczy do stajni. Pies na smyczy nie będzie mógł oddalić się wtedy, kiedy się wystraszy a przytrzymany będzie bał się coraz bardziej. Ewentualnie zaleciłabym długą 5m linkę i to tylko ze względów bezpieczeństwa. W stajni konie co prawda są zamknięte w boksach, ale wystawiają z nich głowy i gapią się z góry na psa. To nigdy nie jest fajne uczucie. W dodatku pochylą się z pewnością, żeby powąchać i mogą prychnąć a to już tylko zabawa dla super odważnych. Brzmi śmiesznie, ale fajne nie jest jak się jest 5-kilowym szczeniakiem. Zamykanie psa w pustym końskim boksie na etapie, kiedy nie jest przyzwyczajony do obecności koni, jest strasznym okrucieństwem i może się zakończyć tak, że pies zacznie sobie źle kojarzyć samą stajnię. Nawet jeśli nasz pies już jest przyzwyczajony do koni, to jeszcze musimy go przyzwyczaić do zostawania samemu w obcym miejscu.

Zapoznanie z koniem najlepiej przeprowadzić na dworze – zawsze milej i można spokojnie zwiększyć lub zmniejszyć odległość. Koń sobie stoi uwiązany a jego właściciel się nim zajmuje. My wtedy możemy skupić się na psie. Za spokojne zachowanie nagradzamy ciepłym słowem i smaczkami. Pamiętajmy jednak, że najważniejsze jest, aby pies nie był zmuszany do niczego. Okrutne wydaje mi się przytrzymywanie przerażonego psa przy kolosalnym koniu. I pamiętajmy – koń to psie zdenerwowanie doskonale wyczuwa a wtedy o nieszczęście nie jest trudno.

No to po pewnym czasie, który zależy od wymagań konkretnego osobnika, mamy psa spokojnego przy stojącym koniu. Kolejnym krokiem będzie ćwiczenie przy koniu, który spokojnie przechodzi koło naszego psa.

Na tym etapie de facto większość właścicieli psów mogłaby zakończyć, bo spokojnie stojący pies przy galopującym koniu, to jest etap dla mocno wtajemniczonych i choć moje psy zachowują się spokojnie przy koniach, nie puszczam ich luzem, jeśli inni ludzie jeżdżą konno. Oczywiście dla treningu sama wsiadam na swojego konia i wtedy mam lekcję dla psa, ale z grzbietu konia. Jazda musi odbywać się w bezpiecznych warunkach, czyli nie powinno być innego jeźdźca. Do tego etapu nasz pies musi być już odpowiednio przeszkolony z podstaw posłuszeństwa. Nigdy go nie przywiązywałam, zawsze był luzem, tak żeby mógł sobie spokojnie odejść, jeśli mu się przestawało podobać. Jedna moja suczka po prostu w którymś momencie decydowała się na powrót do stajni i tam sobie spokojnie na nas czekała a drugi piesek siadał sobie przy przeszkodzie i czekał, aż skończymy te dziwaczne kółka wokół niego. Najważniejsze na tym etapie to nauczenie psa, aby utrzymywał bezpieczną odległość od konia i pamiętajmy, że tylko na filmach są psy, które się rodzą z wiedzą, jak mają biec przy koniu, gdzie jest bezpiecznie. Mój pies niejednokrotnie zatrzymał się na wprost konia wąchając trawkę i jedynym wyjściem było zatrzymanie mojego rumaka w miejscu. Dlatego ten etap jest wyłącznie dla dobrych jeźdźców z posłusznymi końmi.

Zanim jednak zaczniemy marzyć o wspólnych wyprawach końsko-psich, zadajmy sobie pytanie, czy jesteśmy gotowi zaakceptować, jeśli nasz pies po prostu będzie bał się koni i za żadne skarby nie przekonamy go do zmiany podejścia. Nawet nie musi się bać, ale po prostu nie będzie mu to sprawiać frajdy. Pamiętajmy też, że o ile pies może z czasem zaakceptować a nawet polubić naszego konia, to wcale nie oznacza, że przy innych koniach też będzie czuł się dobrze.

Na koniec dodam, że wspólne wyprawy są fantastycznym przeżyciem, ale i pies i koń muszą być dobrze wychowane i gotowe na spotkanie. Nie ryzykujmy życia naszego czworonoga, tylko dlatego że właśnie obejrzeliśmy western i marzy nam się wiatr we włosach, rżenie galopującego konia i wszystko to w towarzystwie naszego małego jack russella.

TOP
Facebook