FORGOT YOUR DETAILS?

Życie z psem na wsi

Życie z psem na wsi, czyli nie wszystko krowa co się świeci.

Siedzę wieczorem w fotelu, niby jest po dziewiątej wieczorem a upał taki, że oszaleć można. No i jeszcze trzy przytulaski się do mnie garną. Czy one nie rozumieją, że jest gorąco? Widać nie rozumieją. Siedziały same w domu, bo ja pojechałam do biura i teraz się chcą pomiziać. Ja z resztą też chcę 🙂 Taki tytuł mi wyszedł chyba z powodu tego upału, proszę wybaczyć. Jest to dość osobisty artykuł, o naszym „życiu z psem na wsi”, plusach, minusach i ponownie plusach 🙂 O przygotowaniach do przeprowadzki już napisałam osobny artykuł, więc teraz postaram się nie powtarzać.

Żyją ze mną, oprócz męża, trzy psy: dwa jack russell terriery i jeden springer spaniel walijski. To ostatnie jest najmłodsze i zostało już całkiem nieźle odchowane przez te mniejsze; gatunek ludzki przyłożył się znacznie mniej w tym procesie. Najstarsze jest najmniejsze, ale za to najważniejsze w domu. No tak to bywa. Na szczęście wszystkie nadal się nas słuchają. Natomiast obserwując tę gromadę, dochodzę czasem do wniosku, że nam ludziom jest bardzo, bardzo daleko do komunikacji z psem na takim poziomie, jakim one komunikują się ze sobą. Moja najmniejsza jack russellka spojrzeniem „kładzie” springer spanielkę na ziemi i to z odległości paru metrów. I nie ma w tym agresji, strachu, tzw. gnojenia, ale po prostu się spojrzy i ta druga już wie, jak ma się zachować.

No, ale wróćmy do przeprowadzki na wieś. Mój środkowy terrier trafił do mnie w wieku 1.5 roku, czyli w czasie, kiedy dojrzewał seksualnie, był „nawiedzonym” nastolatkiem i właściwie stał się powodem mojego głębszego zainteresowania się psami i ich psychiką. Dziękuję mu bardzo za to. Zaliczyłam wiele seminariów i kursów, żeby dowiedzieć się, jak mu pomóc. Wydaje mi się, że odniosłam sukces a przynajmniej tak mi się wydawało do niedawna, właśnie do przeprowadzki na wieś.

Wcześniej mieszkałam w małym miasteczku, w bloku. W naszej klatce mieszkało sporo psów, ale prawie wszystkie się dogadywały między sobą. Prawie robi różnicę, jak mówi jedna reklama. Niestety jeden nadal psuł nam nastrój, choć z sąsiadami opracowaliśmy do perfekcji unikanie się na spacerach. No nie mniej jednak, jak pies mieszka piętro wyżej i mija nasze drzwi sześć razy dziennie, to łatwo nie jest.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOd pewnego czasu myśleliśmy o przeprowadzce na wieś i zaczęliśmy szukać domu. Mieliśmy parę wymagań i jednym z ważniejszych była kwestia lokalizacji domu. Odpadały wszystkie domy znajdujące się przy ruchliwej ulicy. Najlepiej, żeby sąsiedzi byli w jakiejś odległości i niekoniecznie przy naszym płocie. Chcieliśmy mieć ogród, ale nie za duży, żebyśmy nie musieli non-stop go obrabiać. No i ważna też była odległość od dużego miasta, czyli niby wieś, ale do cywilizacji blisko. Udało nam się takie cudo znaleźć a zaraz po przeprowadzce zamieszkała z nami młodziutka springer spanielka. Skoro dom to było miejsce na wymarzonego psa mojego męża.

Mieszkamy już prawie rok i ostatnio doszłam do istotnego wniosku. Jest to moje osobiste spostrzeżenie, ale poproszono mnie, bym się nim podzieliła, bo może kogoś to natchnie na zmiany.

Przez lata odkąd zamieszkał ze mną Enzo robiłam cuda, żeby ułatwić mu życie w mieście, wśród ludzi, psów i wszystkich miejskich atrakcji. Enzo trafił do mnie, bo sprowadzono go ze Skandynawii do Polski jako reproduktora i hodowca nie bardzo dawał sobie z nim radę. Został określony jako „piesek o dużej energii i może nada się do sportu”. Ja wtedy uprawiałam namiętnie agility (psi sport z przeszkodami) i jedna suczka to było mi mało. I tak stałam się posiadaczem dwóch terrierków. Niestety Enzo w sporcie się nie sprawdził, bo choć skokowo miał talent, to jednak pierwsze zawody przypłacił takim stresem, że zanim doszedł do siebie, zdążyłam zrobić mu prawie wszystkie możliwe badania, chcąc uzyskać wyjaśnienie, czemu mój energiczny terrier nagle śpi całymi dniami i sika pod siebie po całym domu. To mi dało tak do myślenia, że teraz zamiast układać sobie oczekiwania wobec psa, przypominam sobie znane przysłowie „chcesz Boga rozśmieszyć, opowiedz mu o swoich planach”.

Pamiętam też rozmowę z moją psią trenerką, Agnieszką Nojszewską, o tworzeniu wielo-psiej rodziny i swoją reakcję, jak mi powiedziała, że powinnam z psami osobno wychodzić na dwór. Po pół roku sama przyznałam jej rację i tylko byłam zła, że tyle mi to zajęło. Czy dłużej się wychodzi z dwoma psami? Może trochę tak, ale jest to inna jakość, szczególnie że psy są totalnie różne – mają inne tempo, chcą wąchać gdzie indziej. To jest taka różnica, że nawet mój (wtedy) narzeczony zdecydował się na osobne spacery. Nie za każdym razem, ale choć raz dziennie. A trza się było słuchać mądrzejszej koleżanki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A jak wygląda nasze życie teraz… Codziennie rano ok siódmej wstaję, ubieram się i zakładam obroże psom a następnie otwieram bramę. Idziemy w pole na spacer. Smycze mam w ręku i przydają się średnio raz na miesiąc. Spacer to czasem gonitwa za zającem, czasem pogoń za ptactwem (Enzo myśli, że jest springerem) a czasem kopanie dołów przez 20 minut a ja wtedy sama odwalam kilometr z nadzieją, że jakiś pies się w końcu do mnie dołączy. Nasz spacer trwa ok 30-40 minut a popołudniu jest powtórka. W zimie spacery są trochę krótsze, bo maluchy nie bardzo ponad śnieg wystają.

Mamy ogród i psy z niego korzystają tzn. są tam właściwie tylko wtedy, kiedy my coś w nim robimy albo siedzimy na tarasie. Mój mąż pracuje z domu i od początku był zadziwiony, czemu psy zamiast korzystać z naszego „terenu” siedzą lub śpią w jego biurze cały dzień. No, ale tak to właśnie jest. Psy lubią przebywać z ludźmi. Teraz jest otwarty ogród, fajnie i chłodno się zrobiło a spanielka leży mi pod nogami i się przytula – właśnie tego mi potrzeba w tym parnym pokoju, no nie? Obok na fotelu leży Enzo… Offka pewnie śpi na swoim posłaniu, bo już po dziesiątej wieczorem przecież.

A co z psami na wsi? No jest ich pełno i krążą samopas, bo to w końcu Polska a nie Norwegia, gdzie psa luzem nie ujrzysz. Przez pierwsze tygodnie mieliśmy codziennie rano stada pod naszą bramą. Jednego ranka naliczyłam jedenaście sztuk. Na szczęście trwało to tylko jakiś czas a potem zostaliśmy uznani za „obwąchanych”. Powiem szczerze, że miałam trochę obaw, czy nie trafię na jakieś stado, jak będę na spacerze i pewnie byście chcieli przeczytać, że udało mi się uniknąć spotkania, no ale było całkiem odwrotnie. Oczywiście, że spotkaliśmy i to czasem takie wielkoludy, że ja już w myślach żegnałam się z moim „energicznym” jack russellem. Na szczęście pies w większości sytuacji radzi sobie znacznie lepiej niż jak ma swojego właściciela obok. Już pisałam, że w psiej komunikacji to my, ludzie najczęściej tylko przeszkadzamy. Te zapoznania przechodziły bez najmniejszych problemów. Taki niby taniec dookoła siebie, obwąchanie, obsikanie czegoś obok, pomerdanie ogonem, znowu taniec i rozejście się spokojnym krokiem każde w swoim kierunku. Raz miałam nawet wrażenie, że Enzo patrzy się na mnie ze wzrokiem z serii „matka, ty mi wstydu przy kumplach nie rób” – no to nie robiłam, grzecznie stałam w pewnej odległości.

Wiele osób pyta się mnie, czy zostawiam psy w ogrodzie, jak wyjeżdżam z domu. Nie zostawiam. Pies, który siedzi w ogrodzie i patrzy cały czas, co się dzieje za ogrodzeniem, nie relaksuje się. Psy potrzebują około 14-16 godzin snu dziennie (w zależności od wieku), czyli śpią w nocy, jak my śpimy, ale także muszą spać w ciągu dnia. To, że ktoś pracuje z domu, wcale psu w tym nie pomaga, bo on wtedy najczęściej krąży za swoim opiekunem. Choćbym nie wiem, jak cicho podniosła się od biurka, to i tak część podąży za mną. Pamiętajmy, że sen jest jednym z ważniejszych czynników wpływających na poziom stresu u psa.

Przez ten okres mieszkania w domu moje psy zrobiły się bardziej aktywne przy ogrodzeniu. Uznają, że to co po tej stronie, to ich a to za płotem to trzeba oszczekać, choć czasem właściwie nic nie widać a czasem przyjdzie pies. Jest kilka możliwości reakcji – brak reakcji, bo nasz ruch będzie swoistą nagrodą za to szczekanie i de facto może je wzmocnić lub nasza reakcja, czyli zabranie psa do domu. Wydarcie się na psa będzie przez niego postrzegane jako dołączenie się do szczekania, więc osobiście to odradzam. Ja postępuję różnie, bo są różne typy szczekania i po pewnym czasie każdy właściciel powinien potrafić rozróżnić zaniepokojone szczekanie od zwyczajnego międlenia ozorem, bo jakiś burek u sąsiada się odzywa. Ja zawsze reaguję, jak słyszę, że pies jest zaniepokojony, wychodzę i dziękuję za ostrzeżenie i jednocześnie informuję, że ja teraz przejmuję ochronę domu a pies już jest zwolniony z tej funkcji. Obciążanie psa funkcją stróżowania jest sporym wymaganiem a moim zdaniem to jest rola człowieka lub alarmu. Ja wolę mieć zrelaksowanego czworonoga, który nie będzie mi znerwicowany biegał wzdłuż płotu. Dlatego też nie zostawiam psów w ogrodzie, jak wyjeżdżam z domu a także z uwagi na strach przed kradzieżą, psa oczywiście. Niestety, ale się zdarzają.

Zima 2014_# 82

Mieszkając na wsi trzeba jednak pamiętać, że od czasu do czasu potrzebujemy z psem pojechać do miasta. Nie będzie to dla niego miłe przeżycie, jeśli nie zostanie do tego wcześniej przygotowany, dlatego warto pamiętać, żeby czasem zabrać ze sobą jedną sztukę na spacer w jakieś spokojniejsze miejsce. Prowadzimy w Dobrym Psie specjalny kurs „Pies w Wielkim Mieście” właśnie mający na celu przyzwyczajenie psów do wszelkich miejskich atrakcji typu jazda metrem, przejście przez ulicę etc. Chętnych zapraszam na zajęcia do Dobrego Psa. Ja ostatnio musiałam nieść moją springerkę, bo wysiadła z auta i powiedziała „Hola, że co proszę? Ja się nie ruszam.” Dookoła tramwaje, autobusy, auta i ludzie gnający na rowerach po chodniku. No i pies zbaraniał. Doniosłam do skrzyżowania i posiedziałyśmy chwilę. Ochłonęła i przeszła przez ulicę. No to jest jakiś minus życia na wsi – pies nie bardzo wie, do czego smycz służy, no i nie ma pojęcia o życiu miejskim. Nad tym trzeba wspólnie pracować.

Pisząc ten tekst nie chciałam nikogo przekonywać do wyższości mieszkania z psem na wsi, bo wiem, że można spokojnie mieszkać w mieście i także zapewnić psu odpowiednie warunki. Czasem ludzie przeprowadzając się na wieś wychodzą z błędnego założenia, że psu wystarczy ogród i nie muszą z nim wychodzić na spacer. Abstrahując od tego, że ogród nie będzie wtedy zbyt przyjemny do chodzenia, szczególnie na bosaka, to żadnemu psu nawet duży ogród nie zastąpi spacerów z opiekunem. To jest dobre na czas choroby lub bardzo ciężkiej zimy, gdzie za bramą zaspy po metr wysokości, ale nie na co dzień. Ja chciałam pokazać, jak taka zmiana, jeśli jest odpowiednio przeprowadzona, może pozytywnie wpłynąć na psa. Czasami skupiamy się tylko na sobie, pracy, zapominając, że w którymś momencie podjęliśmy decyzję, że w naszym życiu jest czworonożny przyjaciel. Jeśli macie spore problemy z psem, to czasem taka właśnie decyzja może wręcz go uratować. Jak patrzę na mojego Enzo, który zrelaksowany spotyka się z innymi psami, kopie nory, biega za zającami i zawsze zadowolony wraca do domu, to to jest dla mnie największa satysfakcja.

Ach jeszcze jeden minus znalazłam, właśnie popędził obok olbrzymi pająk, brrrrr

TOP
Facebook